2012/06/12

Nie fajnie...

"Chorość" nie jest fajna. Nie bywam chory specjalnie często. Raz, dwa razy do roku zdecydowanie mi wystarcza. Problem polega na tym, że jak już zachoruję to zazwyczaj odbywa się to w najmniej odpowiednim momencie. Na przykład: w środku służbowej podróży do Chin - lądowanie z zatkanymi zatokami prawie rozsadziło mi głowę.

Teraz "chorość" przyszła na Euro. W przeciwieństwie do setek ostentacyjnych EUROsceptyków, ja cieszę się na ten turniej niczym dziecko na widok cukierka.[1] Jest w nim wszystko czego dorosły fan piłki nożnej potrzebuje - świetne stadiony, dobre mecze, niespodzianki a do tego nasza własna reprezentacja, która może nie należy do grona faworytów, ale robi co może[2].

Problemem jest oczywiście cholerna różnica czasu. Te siedem godzin, sprawia że obejrzenie drugiego meczu dnia, zmusza mnie do zarwania nocki. W normalnych warunkach - cóż, sen jest dla słabych - nie byłaby to żadna przeszkoda. Skoro mogę nie spać, by zagrać sesję RPG online[3], to równie dobrze mogę spędzić noc w oczekiwaniu na mecz. Tylko, że dzięki "chorości" warunki przestały być normalne.

Potrzebuję swojego głosu z powrotem. Trudno jest bowiem uczyć, nie będąc w stanie wydobyć z siebie dźwięku. Ergo, muszę jak najszybciej zmusić organizm do zwalczenia "chorości". Tyle, że wspomniany organizm twierdzi, iż potrzebuje snu. Skubany. Tak zawieść mnie w samym środku turnieju.

W sumie po trochu jestem sam sobie winny. Niedzielne karaoke z całą pewnością nie pomogło gardłu w regeneracji. Pomińmy to jednak milczeniem. Było minęło.

"Chorość" nie pomaga również w podniesieniu poziomu kreatywności. Wygląda na to, że sporo wody jeszcze upłynie zanim uda mi się osiągnąć stan umysłu, który zdołam nazwać inaczej niż "Cegła".

"Bardziej majestatycznego zastoju umysłu nie zaobserwowano dotychczas."
-George Christoph Lichtenberg

[1] Być może dlatego, że siedzę w Japonii i nie dotyczą mnie problemy z utrudnionym poruszaniem się po mieście, tłumami wrzeszczących kibiców czy reklam EURO straszących z każdego opakowania dóbr konsumpcyjnych.

[2] Co nie przeszkodziło mi wyć, kląć i uderzać głową w tatami podczas transmisji pierwszego meczu Polaków.

[3] Tak, wiem - jestem nałogowcem.