Skończył się lipiec. Szwagierka przybyła, zobaczyła, zjadła
i wróciła do PL. W związku z tą wizytą przez trzy tygodnie spałem w kuchni. Nie
było tak źle. W sumie kuchnię mamy większą od sypialni. Szkoda tylko, że nie
klimatyzowaną.
Minęło „33”. Miło, imprezowo i przede wszystkim tortowo. W
dodatku, dzięki żonie, mam drugiego Kindla. Mam nadzieję, że ten wytrzyma
dłużej niż rok. Małżonka zapowiedziała, że jak go zepsuję, to trzeciego mi nie
kupi. Chyba będę musiał poszukać jakiegoś opakowania, które ochroni sprzęt
przed niespodziewanymi upadkami, dziećmi, kawą itp.
Skończyła się również pora deszczowa.
Cieszyłem się przez chwilę. W mojej ignorancji przekonany,
że może i będzie cieplej, ale przynajmniej poziom wilgotności spadnie. Ha! Nie
ma tak dobrze. Nic nie ma zamiaru spadać. Po prostu woda zamiast każdego dnia
przemywać świat deszczowym prysznicem, zbiera się w powietrzu i tam sobie
zostaje. Z mojego punktu widzenia dużej różnicy nie ma – wtedy byłem codziennie
mokry, teraz wystarczy, że zrobię dwa kroki na dworze i też jestem. Mieszkańcy
Wysp pocieszają mnie, że w sierpniu temperatury będą wyższe a dni bardziej
męczące. No, już się nie mogę doczekać.
Za to „Cegłość” się skończyć nie chce.
Mój mózg funkcjonuje trochę jak nasi sportowcy na
olimpiadzie. Jest… czasami ma jakieś przebłyski, chwilową chęć do kreatywnej
pracy, ale jak ma przyjść co do czego, to zawodzi na całej linii.
A miało być tak pięknie.
Na „33” zebrałem jakieś 700 lat życia oraz sporo życzeń
powrotu weny. Szkoda, że wena najwyraźniej przegapiła te memo. Czuję jednak, że
coś tam się ze mnie z wolna wykluwa. Słowem kluczowym jest: „z wolna”. Kilka
projektów zawiesiło się niczym Commodore 64 podczas wgrywania gry. Niektóre (w
większości) mało poważne, jeden cholernie ważny.
Mam problemy z samo-motywacją i planowaniem.
Wcale nie jest fajnie, gdy człowiek przypadkowo orientuje
się, że Świat nad którym od dłuższego czasu pracował mocno przypomina coś, o
czym czytał przed 15 laty. Dramat i zgrzytanie zębów.
Tym bardziej jest nieciekawie, gdy ten sam człowiek
orientuje się, że ma dwa lata do końca doktoratu i nadal nie jest pewien o czym
tak naprawdę ów doktorat miałby być.
Życie toczy się dalej. Jak mi się na łeb zwali to będzie
problem.
„Sposobem na zaczęcie
jest skończenie mówienia i podjęcie działania.”
Walt Disney