2012/04/04

deszczowa opowieść


“There are three things all wise men fear: the sea in storm, a night with no moon, and the anger of the gentle man.”

- Patrick Rothfuss 'The Wise Man's Fear'

Myślę, że dodałbym do tego jeszcze jedną rzecz – wiosenną burzę w Japonii. Tyle, że nie jestem pewien czy była to burza, czy też gniew niebios, który objawił się ulewą o skali potopu.

Po kolei jednak...

Pamiętacie, gdy pisałem, że zaczyna się robić ciepło i przyjemnie? Nie? To zajrzyjcie notkę niżej. Na samym początku cieszyłem się, że ziemia się nie trzęsie i temperatury bardziej zdatne do życia. Najwyraźniej natura/pogoda/ktokolwiek zarządza tym bałaganem przyjął wyzwanie.

Gdy wczoraj koło drugiej czasu tokijskiego wychodziłem z domu niebo zasnute było grubą warstwą ciemnych chmur. Padał deszcz. Nic specjalnego. Wystarczająco mocny by zniechęcić mnie do podróży rowerem, ale nie tak rzęsisty bym nie mógł spokojnie maszerować chroniony przez czaszę parasola.

Ciemność, która zapadła po tym jak zrobiłem pierwsze kilkanaście kroków powinna była dać mi do myślenia. To, że większość spieszonych tubylców znikła z ulic również winno wzbudzić moje podejrzenia. Ja jednak zupełnie nieświadomy zmian zachodzących w otaczającej mnie rzeczywistości dziarsko maszerowałem w stronę odległego o 15 minut marszem dworca.

Piekło rozpętało się po tym jak wyszedłem spod osłony wiaduktu. Początkowo, wielkie krople deszczu padały pionowo – jak grawitacja nakazuje – rozbijając się na kopule parasola z łomotem zagłuszającym muzykę płynącą ze słuchawek mego wiernego iPoda. Ulica szybko przemieniła się w rwący strumień.

Na wysokości Family Mart'u[1], do zabawy włączył się huraganowy wiatr. W tej samej chwili parasol przestał spełniać jakiekolwiek funkcje ochronne. Podmuchy wiatru sprawiły, iż deszcz wbrew prawom fizyki zaczął padać horyzontalnie, złośliwie co kilka sekund zmieniając kierunek ataku. Moje mizerne próby obrony, pozwoliły wiatru zmienić konfiguracje parasola z wersji 'kopuła' na wersję 'kwiatek'. W rezultacie w ciągu kilku sekund, jakie poświęciłem na przywrócenie temu bezużytecznemu narzędziu w miarę przyzwoitego wyglądu, przemokłem do szpiku kości, a moje buty wypełniły się deszczówką [2].

Gdy na dodatek widoczność zmniejszyła się do kilkunastu metrów ( bo jak się okazuje całkiem trudno cokolwiek dostrzec przez ścianę wody ), nie pozostało mi nic innego jak poddać się i wycofać na z góry upatrzone pozycje – czyli do suchego, klimatyzowanego sklepu.

W każdy inny dzień siedziałbym tam tak długo, aż niebiosa uznałyby dalsze marnowanie wody za zbyteczne a następnie wróciłbym do domu, wejść się do ofuro [3] wypełnionej gorącą wodą. Niestety, ten dzień był akurat dniem pracy i co ważniejsze wypłaty. Musiałem zdążyć na pociąg...

Zakupiłem więc w FM'ie parę skarpet oraz ręcznik. Odczekałem chwilę licząc na to, że pogoda się nieco uspokoi a gdy ujrzałem, że się przejaśnia, naprostowałem parasol i dziarsko ruszyłem w dalszą drogę.

Muszę przyznać, że chwilowe zmniejszenie siły wiatru i opadów było sprytną sztuczką. Bardzo dobrze wyliczoną w czasie jeśli wziąć pod uwagę drogę jaką krople muszą przebyć od chmur na moją głowę.

Zanim zdążyłem zablokować pozostałości mojego parasola w pozycji funkcjonalnej, nagły podmuch wiatru przemodelował go w coś, co można by spokojnie wystawiać w galerii sztuki nowoczesnej. Zaraz po tym doskonale wycelowane wiadra wody, udające deszcz spadły mi na głowę. Nawet błyskawiczna naprawa parasola (myślę, że uzyskałem krytyczny sukces w rzucie na prowizorkę) nic mi nie dała. Deszcz bawił się ze mną jak kot z myszą. To padał z lewej, to z prawej, czasami z dołu. Każda kropla o objętości szklanki wody.

Zdołałem przejść kilkadziesiąt kroków, zanim uznając się za pokonanego schowałem się w kolejnym sklepie. Możecie sobie wyobrazić, że większość obecnych tam tubylców „przeaczała” mnie jak ufo. Ni to obcokrajowiec, ni to szaleniec, ni to kura.

Dałem znać mojej szefowej, że przegrywam z żywiołem i mogę się spóźnić. Nie odpowiedziała.

Wówczas przypomniałem sobie starożytne japońskie przysłowie:
„Istnieje coś co można nazwać 'postawą w czasie ulewy'. Będąc zaskoczonym przez deszcz, można biec ile sił w nogach, bądź szukać schronienia pod okapem domów stojących wzdłuż drogi. W obu przypadkach zmokniemy. Gdybyśmy wcześniej przygotowali się psychicznie, na zmoknięcie, deszcz mało by nas obszedł.
Zasadę tę można zastosować z korzyścią w każdej sytuacji." [4]

Jako, że doprawdy miałem problem ze znalezieniem na sobie kawałka suchego miejsca, zdecydowałem że nie mam nic do stracenia i zastosowałem powyższą metodę. Oczywiście jeśli całkowite zrezygnowanie można nazwać swego rodzaju przygotowaniem psychicznym.

Ku zdumieniu klientów i przerażeniu obsługi sklepu rozpostarłem moje dzieło sztuki nowoczesnej i opuściłem bezpieczną przystań.

Ku memu zaskoczeniu moja bierna postawa wobec szalejącego żywiołu zdała się zadziałać. Oczywiście nie było tak, że mocą umysłu, dzięki mądrościom Wschodu wytworzyłem wokół siebie barierę ochronną powstrzymującą krople. Co to to nie. Wyglądało jednak na to, że pogoda uznała iż nie ma sensu znęcać się nad pokonanym przeciwnikiem. Deszcz wrócił do klasycznego, wertykalnego ruchu, natomiast wiatr już tylko z raz na kilka minut testował moją czujność próbując wyrwać mi parasol z zziębniętej dłoni.

Gdy wreszcie dotarłem na peron, komórka wydała z siebie dźwięk powiadomienia o nadchodzącej wiadomości... szefowa napisała, że ze względu na złą pogodę uczeń odwołał zajęcia i mogę przyjechać prawie godzinę później...

Kiedy wreszcie dotarłem do szkoły, w której pracuję okazało się, że moja wodoszczelna torba, najwyraźniej nie była szyta z myślą o japońskim deszczu. Przynajmniej jeśli chodzi o wodoszczelność.

Szefowa, po wysuszeniu mnie i nakarmieniu ciepłym posiłkiem, próbując podnieść mnie na duchu stwierdziła: Nawet my, Japończycy uważamy, że ta pogoda jest jakaś taka dziwna. Wczoraj było tak ładnie...

Jedyne, co mój zatopiony w deszczówce mózg zdołał wyprodukować w odpowiedzi wygląda dokładnie tak:



Ps. Dzisiaj znowu było ciepło i słonecznie. WTF?

[1] Family Mart – nazwa jednej z wszechobecnych sieci sklepów otwartych 24/7, w których można dostać praktycznie wszystkie podstawowe, potrzebne człowiekowi rzeczy. Źródło masy nowych słodyczy i alkoholu o 3 w nocy.
[2] Piszę „wypełniły się” bowiem „przemokły” lub „przesiąkły” nie oddaje procesu i szybkości z jaką to przebiegło.
[3] ofuro – japońska krótka i głęboka wanna.
[4] Na potrzeby opowieści przyjmijmy, że pamiętałem cały tekst cytatu. W rzeczywistości po głowie chodziło mi coś o byciu przemokniętym i braku sensu w chowaniu się przed deszczem. Cytat pochodzi z: Yamamoto Tsunetomo 'Hagakure'

4 komentarze:

  1. Nie na temat, ale- znaaasz? :D
    http://www.littlewhitelion.com/1486/little-white-lies/this-really-hit-home-with-my-kids-tragic/

    OdpowiedzUsuń
  2. a u nas cały czas chłodno, (zeby nie napisac zimno), buro i ponuro - wiosna sie nie moze w zaden sposob rozkrecic

    OdpowiedzUsuń